„Nie ruszaj moich kół" - ostatnie słowa Archimedesa
Archimedes z Syrakuz, 212 r. p.n.e.
„Nie ruszaj moich kół!”
(łac. Noli turbare circulos meos)
Kto to powiedział
Archimedes miał wypowiedzieć te słowa do rzymskiego żołnierza w chwili śmierci - pochłonięty rysunkiem geometrycznym, nie zauważył, że jego miasto właśnie upadło. Zdanie stało się symbolem uczonego tak zatopionego w nauce, że obojętnego na walący się świat - i jednym z najczęściej przywoływanych „ostatnich słów” w historii.
Jak było naprawdę
Podczas drugiej wojny punickiej Syrakuzy opowiedziały się po stronie Kartaginy i w 213 roku p.n.e. obległa je armia rzymska pod wodzą Marcellusa. Oblężenie, planowane na tygodnie, trwało blisko dwa lata - a głównym powodem był podobno siedemdziesięcioletni matematyk.
Machiny Archimedesa zasypywały okręty pociskami z katapult o regulowanym zasięgu, a słynny „szpon” - dźwignia z hakiem na łańcuchu - miał podnosić dzioby rzymskich galer i roztrzaskiwać je o skały. Plutarch pisze, że w końcu Rzymianie uciekali na widok każdej liny czy belki wystającej za mury, krzycząc, że „Archimedes znowu coś na nich wymyślił”. Marcellus miał żartować, że walczy nie z Syrakuzami, lecz z jednym geometrą.
Miasto padło jesienią 212 roku p.n.e. - nie szturmem, lecz przez zaskoczenie podczas święta. Marcellus, świadom wartości uczonego, rozkazał wziąć Archimedesa żywcem. Wedle przekazu Plutarcha żołnierz zastał starca pochylonego nad rysunkiem; Archimedes poprosił, by pozwolono mu dokończyć dowód - i zginął od miecza. Marcellus odprawił zabójcę „jak zbrodniarza”, a rodzinie uczonego okazał szacunek.
Historia ma jeszcze piękny epilog. Sto trzydzieści siedem lat później Cyceron, urzędujący wówczas na Sycylii, odnalazł zarośnięty cierniami grób Archimedesa - rozpoznał go po wyrytej na kamieniu kuli wpisanej w walec, ilustracji twierdzenia, z którego uczony był najbardziej dumny. Rzymski mówca zanotował z goryczą, że najświetniejsze miasto Wielkiej Grecji nie pamiętało, gdzie leży jego największy obywatel.
Czy na pewno tak powiedział?
Prawie na pewno nie w tej formie. Najstarsze relacje o śmierci Archimedesa - u Liwiusza i Plutarcha - nie zawierają żadnych ostatnich słów; Plutarch podaje trzy różne wersje samej śmierci, co samo w sobie jest sygnałem, że szczegółów nikt nie znał. Zdanie najbliższe legendzie zapisał dopiero Valerius Maximus, około 250 lat po zdarzeniu: „noli, obsecro, istum disturbare” - „nie zamazuj tego, błagam” (mowa o rysunku na piasku). Gładka łacińska formuła Noli turbare circulos meos to jeszcze późniejsza, literacka obróbka.
Osobną legendą są zwierciadła Archimedesa, rzekomo podpalające rzymskie okręty skupionym światłem słonecznym. Żadne antyczne źródło z epoki o nich nie wspomina (pojawiają się setki lat później), a współczesne rekonstrukcje - z programem MythBusters włącznie - uznały podpalenie ruchomego okrętu tą metodą za praktycznie niewykonalne. Katapulty i szpon są za to dobrze poświadczone.
Matematyka za tą historią
Nad czym mógł pracować Archimedes w chwili śmierci? Jego zachowane dzieła pokazują warsztat, który wyprzedzał epokę o dwa tysiąclecia: w Kwadraturze paraboli i O kuli i walcu sumował nieskończone ciągi przybliżeń metodą wyczerpywania - prekursorką dzisiejszej granicy i całki. W Mierzeniu koła wpisywał w okrąg i opisywał na nim 96-kąty, zaganiając do przedziału między a - metodą, którą świat doskonalił do XVII wieku.
A machiny oblężnicze? To zastosowana teoria dźwigni - tej samej, o której mówi trzeci słynny cytat Archimedesa.